Pielgrzymując po wodę

Ludzkie myśli są niczym rzeka rozlewająca się po wszelkich dostępnych zakamarkach egzystencji. Woda ta płynie w każdym umyśle drogą tak indywidualną, jak jednostkowy jest człowiek. Jednocześnie sama w sobie ma charakter zgoła podobny, bywa rwąca i niebezpieczna, kiedy dotyka brzegów kontrowersyjnych, czy trudnych spraw, ale także jest spokojna, przewidywalnie ukształtowana, gdy płynie torem odkrytych częściowo już, czy przebytych raz szlakach.

Każdej człowieczej pielgrzymce po górach towarzyszy bliska obecność wody. Jednak należy sobie uświadomić, że nie jest to zwykła woda, nie jest to woda, którą pijemy każdego dnia, którą używamy do najrozmaitszych celów. Tam bowiem, gdzie skała muskana delikatnymi dotknięciami fal oddaje z siebie w dowód przywiązania i uczucia to co ma najcenniejszego, woda ma zupełnie inny smak niż ten znany człowiekowi. Nie chodzi tu o zanieczyszczenia chemiczne ale o duszę, o fragment istnienia, który skała przekazuje poprzez wodę światu. Ta woda jest nasycona świadomością szlachetności swego przeznaczenia. Każdy kamień w swoim wnętrzu ma coś bardzo osobistego, ma swoje własne, przynależne tylko tej a nie innej górze, serce. Tym sercem dzieli się ze wszystkimi drobinkami będącymi częścią tego co określić można mianem rzeczywistości górskiej. Jaka jest ta rzeczywistość? Jest inna, niepospolita w swym charakterze, poprzez to trudna do jednolitego określenia. Człowiek nie jest bowiem na tyle doskonałym bytem aby w prawdziwy sposób ukazać słowem, czy jakimkolwiek innym znakiem to co cennym darem losu posiada głęboko w samym sobie. Świat natury jest jednak znacząco wpisany w strukturę bytową człowieka. Jesteśmy przecież jako ludzie po pierwsze cieleśni, a przez tę materialność włączeni do szeregu, wyróżniających się „czymś”, ale jednak, bytów zwierzęcych. Nie powinno nas to przerażać, ani irytować, czy zmuszać do ucieczki, gdyż odzierając się ze świadomości współistnienia z naturą, na jej tle, bądź z nią w jakimś nieokreślonym do końca kontakcie, niszczymy w sobie cząstkę nas samych, zapominamy o tych korzeniach, których piętno dziedziczymy samoczynnie. Zatem uciekając od świata przekłamujemy swoją własną tożsamość. Teoria ta staje się usprawiedliwieniem tego stanu ducha jaki wywołuje w człowieku bliskość gór, oraz to poczucie szacunku, tę potrzebę obcowania, odradzania się w każdym kroku prowadzącym skalistym szlakiem. W innym miejscu człowiek nie doznaje podobnych emocji, podobnych tym, które budzą się w nim, odzywają się nawoływane głosem halnego wiatru czy kojącym szeptem strumieni. Z własnego doświadczenia wiem, że człowiek w górach nigdy nie może powiedzieć, że jest sam, bowiem wędrując ma poczucie obecności kogoś, bacznego obserwatora pozostającego jednak jakby w ukryciu. Myślę, że może nawet, gdy zechce odczytywać symbole, dostrzeże znaki chęci nawiązywania kontaktu. W górach nigdy nie możemy być sami, i wniosek ten nasuwa się w sposób oczywisty, bowiem w tym miejscu gdzie zmierzamy od zawsze są Góry. Podejrzewam, że każdy z ludzi przeżywa podobny stan z jednej strony niepewności, strachu, poczucia respektu, z drugiej strony niesamowitej siły, elektryzującego magnetyzmu, bogactwa emocji, z każdą chwilą zbliżania się do gór. Do nich właśnie można się jedynie zbliżyć. Nie można posiąść ich na własność, tak samo jak nie można zniewolić całkowicie człowieka, nie można pozbawić go tego kim naprawdę jest, nie można odebrać mu godności zjawiska istnienia. Jak w gruncie rzeczy nieszczęśliwi są wszyscy ci ludzie, którzy wstępują na barykadę stawiają na swej drodze cel zdobycia szczytu góry, pokonania jej, zmierzenia się z tą siłą i potęgą. W ten sposób pragną dowartościować swoje własne życie, tylko dlatego, iż sami pozbawiają się każdego dnia świadomości wartości człowieka. Już nie tylko nie akcentują wagi istnienia innej osoby, ale stają naprzeciw siebie samych i nie dostrzegają niczego co byłoby warte uwagi i poszanowania. Człowiek więc okalecza nie tylko cały własny świat, ale co gorsza przez brak świadomości kim jest i na jakim gruncie wyrasta, poprzez brak idei przewodniej, stawianych celów czy w końcu kryzys autorytetów hańbiąc samego siebie skazuje się tym samym na zagładę. Cenę jaką niektórzy ludzie płacą w górach za moment zawahania w poczuciu świadomości istnienia określają zawsze same góry. Cena ta nie podlega weryfikacji, ale wystawiana jest każdemu w rachunku, który paradoksalnie nie jest najtragiczniejszy w obecności śmierci, ale w rozczarowaniu swoim własnym życiem. Góry są pewną egzystencją, tak samo jak człowiek jest bytowaniem. Zasadnicza różnica polega na tym, że góry przed nikim niczego nie muszą o sobie udowadniać. Człowiek natomiast bojąc się życia automatycznie pragnie udowodnić swoją wartość, wielkość i wszechwładną niezniszczalność. Myślę, że góry są kimś kto doprowadza człowieka do wewnętrznej równowagi. Po pierwsze dlatego, że człowiek dostrzega i oswaja się ze swą skończonością bytową. Perspektywicznie rzecz ujmując, góry zdają się mieć, w porównaniu do czasu życia ludzkiego, prawie idealnie wieczny charakter. Po drugie człowiek jest przez całe swe życie małym dzieckiem, które potrzebuje przewodnika w drodze, które potrzebuje nauczyciela, które potrzebuje innego „kogoś”.

Przez to właśnie powiedzenie „życiodajna woda” w górach nabiera głębokiego wyrazu. Woda jest więc tym nośnikiem życia, który strzeżony jest przez majestat gór. Jeśli coś jest „życiodajne”, kojarzy się z ofiarą, obdarowywaniem czymś cennym kogoś kto na to zasługuje. Powaga gór mobilizuje człowieka do obserwowania rzeczywistości, skłania do odczuwania jej w sposób coraz pełniejszy. Z czasem uczymy się kim jesteśmy, z każdą chwilą uczymy się jak żyć. Człowiek jest pewnego rodzaju kalką, na której odbijają się rysy przesłania skierowane bezpośrednio do niego. Przez to ludzkie zachowanie w określonym miejscu w dużej mierze zależy właśnie od tego miejsca. Pewnie dlatego w górach cisza odbija się echem ciszy, odwaga przejawia się w „sile istnienia”, godność wyrasta na polu chwały, dobro ma dziwnie kojący, charakterystyczny zapach kosodrzewiny. Człowiek wstępując w progi krainy gór staje się istotą przez nie namaszczoną i tylko od jego wolnej woli zależy czy dar ten właściwie wykorzysta. Góry są znakomitym katalizatorem, dzięki któremu urealniają się prawdziwe cechy człowieka. Od ich charakteru bezpośrednio zależy czy góry wpiszą w swój rodowód konkretną jednostkę ludzką czy zdystansują się wobec niej by zwrócić się w stronę kogoś innego. Na ten dar uświadomienia prawdy o samym sobie więc każdy musi zasłużyć niczym innym jak życiem.

A to życie nastawione jest na rożne zagrożenia gdy los wystawia człowieka na próbę. Wystarczy wówczas dotknąć swą ręką delikatną wodę górskiego strumienia by poczuć się w miejscu równie niezwykłym jak i naszym własnym, bliskim. Górska woda w zależności od miejsca którym płynie ma indywidualny smak, niepospolity kolor, czy kształt fal. Górska woda dodaje siły, chęci walki o swoje życie, a w jej krysztale ujrzeć można samego siebie, dostrzec można w jej obliczu naszą człowieczą duszę, naszą wartość i przeznaczenie. Jest w tych strumieniach i stawach, wodospadach nie tylko elegancja, łagodność, czy moc i energia, ale także cząstka nas samych, pot, krew, łzy, pocałunki i uśmiechy. Jednocześnie wędrując wzdłuż krawędzi brzegów czuje się cenność spojrzenia gór, z których wnętrza woda ta przecież wypływa. Kiedy odkryjemy w sobie tę potrzebę zaistnienia na nowo wystarczy stanąć naprzeciw tych górskich oczu i ujrzeć w nich to wszystko co w nas jest pragnieniem, marzeniem, spełnieniem, wiarą czy nadzieją. Wówczas można już dostrzec obok siebie w końcu prawdziwego drugiego człowieka.